Polecany post

Jak poradzić sobie ze wzrostem wagi na recovery?

Przyzwyczajone do dietingu, głodowania i katorżniczych ćwiczeń, chcemy nauczyć się nowych, zdrowych nawyków i zacząć żyć pełnią życia. Niestety, bardzo często wzrost wagi jest nieuniknioną częścią naszego powrotu do zdrowia i jest powodem, dla którego tak wiele dziewczyn nie zdecydowało się jeszcze na recovery



Pamiętam siebie, zmęczoną życiem, zmęczoną swoim stylem bycia i sposobem jedzenia. Pamiętam, jak mdlałam, i nikt mi nie pomógł. Pamiętam każdy mój pobyt w szpitalu, kroplówki, nawet niektóre pielęgniarki. Pamiętam stracone godziny w kiblu. Pamiętam setki wydanych pieniędzy, choć starałam się o tym wszystkim zapomnieć. Straciłam wiele, jednak, co najważniejsze, straciłam część siebie, której już nie odzyskam. Budziłam się rano z bólem i zasypiałam z bólem, często się budziłam w nocy z płaczem i zastanawiałam się, kiedy to wszystko się skończy.

Okazało się, że decyzję podjąć było trudno, dlatego wracałam do tego tematu wiele razy. Wyszukiwałam informacji na forach i grupach wsparcia na temat wzrostu wagi. Mimo że nie miałam niedowagi- niezwykle rzadko się zdarza niedowaga u bulimiczek, pisałam o tym w tym poście (klik), to bałam się, że powrót do normalnego jedzenia przyniesie ze sobą skutek w postaci efektu jo-jo. Efektem jo-jo nazywa się wzrost wagi po diecie z przyrostem kilku kilogramów. Przypominałam sobie siebie, gdy to wszystko dopiero zagnieżdżało się w mojej głowie. Zanim zachorowałam na bulimię lub zanim nastąpił jej najtrudniejszy okres, miałam naprawdę sporą nadwagę i myśl o tym, że moje boczki mogłyby wrócić, przyprawiała mnie o ból głowy.

Być może już podjęłaś decyzję o recovery, być może jeszcze nie. Możliwe też, że jesteś już blisko powrotu do zdrowia i nie możesz poradzić sobie z kilogramami, które do Ciebie wróciły. Byłam na każdym z tych etapów i mój lęk minął, gdy zadałam sobie kluczowe pytanie:

Co, oprócz kilogramów, wraca do mnie dzięki recovery?

Odpowiedzi może być wiele. Ja odpowiedziałam, że przede wszystkim moje zdrowie i moja uroda, pewność siebie, możliwość realizowania się w pasjach, na które nie miałam czasu, bo cały czas myślałam o jedzeniu oraz moja otwartość i optymizm. 

W rzeczywistości wróciło do mnie wiele więcej. Dzięki naprawieniu swojej relacji z jedzeniem naprawiłam relację z samą sobą, pomału zaczęłam dostrzegać piękno w sobie i w swoim życiu, wyszłam z depresji i zaczęłam odbudowywać przyjaźnie, które zburzyłam zupełnie nieświadomie.



Pojawia się jeszcze kwestia mylnego myślenia, że przytycie = zaprzestanie dbania o siebie, prowadzenie niezdrowego trybu życia. Jest to oczywiście mit. Tak naprawdę wzrost wagi, w moim przypadku, przywrócił moje zdrowie i zdrowe myślenie, a wielu nawet uratował życie.



Zawsze powtarzam, że postawienie pierwszego kroku jest najtrudniejsze. Pamiętaj- to nie jest Twoja wina, że masz zaburzenia odżywiania, jednak to, jak dalej potoczy się Twoja historia, zależy w głównej mierze od Ciebie. Uwierz mi, że nastanie czas, gdy Twoja waga przestanie być priorytetem. Nie będziesz mieć spieprzonego dnia, gdy rano waga pokaże dwa gramy więcej niż wczoraj, bo nawet przestaniesz na nią wchodzić. Teraz, być może, nie wyobrażasz sobie żyć w ten sposób. Pamiętaj jednak, że głos, który słyszysz w głowie, to Twoja choroba. 


Julia

Komentarze

  1. Bardzo dziękuję ci za ten post! ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziękuję za ten komentarz :) cieszę się, że mogłam pomóc <3

      Usuń
  2. Świetne podsumowanie! Niska waga okupiona takimi wyrzeczeniami nie jest warta ani jednego dnia. Też przechodziłam przez to samo. Też nie mogłam pogodzić się z przybraniem na wadze. Ale teraz, gdy już wyglądam tak samo od kilku miesięcy, zauważam ile traciłam. A teraz - zauważam, że uśmiech, słońce i przyjemna aktywność są warte milion razy więcej niż głupie cyferki na wadze!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Instagram