Polecany post

Ciałopozytywność



Gdy miałam cztery latka, uwielbiałam bawić się lalkami Barbie. Pamiętam nawet moje ulubione, choć kolekcję miałam całkiem sporą. Wszystkie były piękne, miały długie, lśniące włosy, które po paru miesiącach zabawy nie były już takie piękne, jak na początku. Wtedy je obcinałam albo wrzucałam lalkę na sam dół kosza z zabawkami i zapominałam o niej. Wszystkie moje lalki miały duże oczy w wyrazistym kolorze głębokiego brązu, błękitu albo zieleni. Wszystkie były chude, miały dużą przerwę między długimi nogami i nieproporcjonalnie cienką talię. Były idealne. 

Na swoje szóste urodziny dostałam grę The Sims 2, w którą wkręciłam się do tego stopnia, że grałam w nią niemal codziennie, aż do momentu, gdy dostałam trzecią część tej samej gry- wtedy zaczęłam grać w trzecią część, a następnie w czwartą. Każda następna wprowadzała nowe ulepszenia, postacie wyglądały coraz bardziej realistycznie, można było je dowolnie modyfikować. O ile w drugiej części Simsów można było wybrać, czy postać będzie szczupła, czy gruba, o tyle teraz możemy poszerzać, zmniejszać lub wydłużać poszczególne części ciała, tworząc, na przykład, idealną sylwetkę promowaną w dzisiejszych czasach- duża pupa, szerokie biodra, duże piersi i jednocześnie płaski brzuch z dużym wcięciem w talii.

W wieku dziesięciu lat byłam największą fanką Hanny Montany i innych tego typu seriali, które leciały na kanałach dla nastolatków. W każdym z nich powtarzała się reguła, że główna bohaterka jest najładniejsza ze wszystkich, jest szczupła, ma idealne rysy twarzy i fajnie się ubiera. Chciałam się upodabniać do swoich idolek, nosząc peruki czy zachowując się tak, jak one. Zawsze piękne, utalentowane, zawsze otaczane przez tłum fanów, zawsze w centrum uwagi najprzystojniejszych chłopców.

Gdy miałam czternaście lat, nosiłam już pełny makijaż, ukrywając to, co mi się w sobie nie podobało, pod warstwą podkładu i pudru. W szkole panowała wieczna walka między dziewczynami, która będzie najbardziej fit, która będzie miała najpiękniejsze włosy i makijaż. Każda z nas była na jakiejś diecie, każda z nas miała swoje wyobrażenie idealnego ciała. Dążyłyśmy do tego.

Teraz mam prawie osiemnaście lat i patrząc wstecz na swoje dzieciństwo, zdaję sobie sprawę, jak bardzo otaczający mnie świat wpłynął na moje postrzeganie siebie i swojego piękna teraz. Nie mam idealnego ciała, moje ramiona są szersze niż biodra, brzuch nie jest płaski, a moje biodra są pokryte wyraźnymi rozstępami. Na rękach mam blizny, na pośladkach cellulit, a moje włosy nie błyszczą już tak, jak przed zachorowaniem na bulimię. Wpadłam w nią przez obsesję na punkcie swojego ciała. Chciałam być piękna, idealna, szczupła, złudnie myśląc, że gdy schudnę, da mi to jakieś szczęście. Znajdę chłopaka, będę miała przyjaciół, a może nawet uda mi się coś osiągnąć? Zostanę fotomodelką, bo zawsze o tym marzyłam. Będę pewniejsza siebie, będę chodzić na zakupy i wybierać ciuchy bez patrzenia, czy jest mój rozmiar, bo S i M znajdzie się zawsze. Nie będę musiała nosić bielizny uciskowej na mój brzuch. Będę szczęśliwa.


Ale zaraz

Czy aby na pewno to jest klucz do szczęścia?
Liczba na jakimś urządzeniu na baterie zwanym wagą?
Literka na metce ubrania?



Kiedy powstał ruch body-positivity?

Kobiety zaczęły buntować się już w latach pięćdziesiątych, natomiast ruch ciałopozytywności oficjalnie powstał w 1996 roku. Założycielkami były Connie Sobczak i Elizabeth Scott, na cześć siostry Connie, która przegrała walkę z zaburzeniami odżywiania. Celem organizacji było (i jest) zmienienie postrzegania piękna przez kobiety, pokazanie, że każdy z nas jest wyjątkowy, bez względu na wygląd. W ruchu body-positivity działają kobiety i mężczyźni, którzy mają dosyć promowania "idealnych" sylwetek jako tych, do których każdy z nas powinien dążyć. Bo każdy z nas jest piękny, po prostu nie wszyscy to w sobie widzimy. Nic dziwnego. Wchodząc do jakiejkolwiek sieciówki, pierwsze, co rzuca nam się w oczy, to wychudzone manekiny. Wchodząc w głąb, ciężko znaleźć rozmiar na nieco większą sylwetkę, rozmiarówka często kończy się na L albo XL. W wielu sklepach powstały specjalne działy dla kobiet plus size, zupełnie tak, jakbyśmy były jakieś inne i dlatego trzeba nas rozdzielać od reszty. Nie chcę się czuć inna, idąc na taki dział, to po pierwsze, a po drugie, ubrania na takich działach są zawsze o prostych krojach, bez ciekawego dekoltu, bez paska w talii, najlepiej jeszcze, aby sukienki czy spódnice sięgały łydek, żeby zakryć jak najwięcej grubego ciała. Poza tym, widzieliście te ceny?! Dlaczego mamy dopłacać za ciuchy ze względu na duży rozmiar?

Inny przykład. Jak często widzimy kobiety plus size w kolorowych gazetkach? Albo kobiety niepełnosprawne? Z bielactwem, z karłowatością, na wózkach inwalidzkich, bez ręki, nogi? Promowane są tylko idealne sylwetki, nawet te z krągłościami, które mają niby reprezentować wszystkie kobiety niewpisujące się w obecne kanony piękna. Czemu modelka o rozmiarze XL, promująca bieliznę plus size ma dużą pupę i piersi, ale zarazem duże wcięcie w talii i zero "niedoskonałości"? Gdzie są jej rozstępy, cellulit, zwisająca skóra? Patrząc na taką figurę, każda z nas dostaje kompleksów. A założenie miało być chyba nieco inne, prawda? 



Czym jest ruch body-positivity?

Wiele osób mnie o to pyta, odpowiadając pokrótce, dostaję odpowiedź, że przecież promowanie otyłości nie jest zdrowe i że otyłość trzeba leczyć. Owszem, otyłość to choroba i powie to każda osoba identyfikująca się z ruchem ciałopozytywności. My nie promujemy otyłości, tak samo, jak nie krytykujemy kobiet o rozmiarze XS. Ciałopozytywność to akceptacja każdego ciała. Pokazywanie, jak bardzo różnorodny jest świat, pokazywanie piękna każdej poszczególnej osoby. Dzięki body positivity wiele osób przestaje się wstydzić swoich nadprogramowych kilogramów, niskiego lub wysokiego wzrostu, choroby, blizn, rozstępów czy znamion. Zaczynają wychodzić z domu bez makijażu i czują się równie wyjątkowe.

Po wpisaniu hasła body-positivity w wyszukiwarkę wyskakuje nam mnóstwo artykułów, jednak najbardziej moją uwagę przykuły te, które wymieniają niebezpieczeństwa związane z działalnością tego ruchu. Dowiedziałam się na przykład, że jest to usprawiedliwienie swojego lenistwa i od razu przypomniały mi się dziewczyny plus size, które obserwuję na Instagramie. Wiele z nich pasjonuje się sportem, niektóre uprawiają jogę, pole dance. Ja też tańczę pole dance i na zajęciach spotykam dziewczyny o najróżniejszych sylwetkach, nawet te ze znaczną nadwagą są w świetnej kondycji. 

Zanim odkryłam body-positivity, nosiłam bardzo mocny makijaż, a zanim wyszłam do szkoły, parę godzin spędzałam na szykowaniu się i ukrywaniu każdej "niedoskonałości", wstydziłam się tego. Dziś wiem, że nie istnieją "niedoskonałości", dla mnie są to doskonałości, które czynią mnie taką osobą, jaką jestem. Pamiętam też, jak bardzo wstydziłam się zdjęcia z wakacji, na którym obok moich koleżanek wyszłam najgrubiej. Pamiętam każdą dietę, która tylko zwiększała we mnie nienawiść, a zmniejszała pewność siebie. Potrafiłam godziny spędzać na katorżniczych treningach, które bynajmniej nie dawały mi nawet najmniejszej przyjemności. 

Dziś, chorując na bulimię, body-positivity bardzo pomaga mi w walce, dzięki temu kończę z głodówkami i wiecznym dietingiem. Widzę, jak bardzo złudne jest myślenie, że chudość daje szczęście. Szczęście da nam tylko akceptacja siebie.


Fotografka: Natalia Mrowiec

Julia

Komentarze

  1. Bardzo ważny temat i moim zdaniem świetnie i prawdziwie opisany. Po zdjęciach mogę dodać że jesteś bardzo ładna ! Akceptacja siebie w dzisiejszych czasach gdy masz parę kilo więcej i blizne jest trudne... Bliscy często w tym przeszkadzają zamiast pomagać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      Czemu babcia zawsze wciska w nas jedzenie - bynajmniej nie dlatego, żeby nas utuczyc czy doprowadzić do bulimii. Ona chce dla nas dobra, żebyśmy nie było głodni. Ciocia, która odwiedza nas raz w roku na święta też może walnąć jakimś głupim tekstem, np. "dobrze wyglądasz", "ładne kształty ci się robią", zupełnie nieświadomie.

      Wszystko najczęściej zaczyna się w rodzinie, e nasi bliscy nie robią tego specjalnie, tylko z niewiedzy.

      Trzymaj się ❤️

      Usuń
  2. Wiesz co...dziękuję Ci za ten tekst. Mam dwie córki- jeszcze w sumie małe, ale uświadomiłaś mi, że to wszystko zaczyna się bardzo wcześnie... staram się im wpajać zdrowe wzorce i akceptację samych siebie. Bez względu na rozmiar, kolor włosów czy inne nic nie znaczące detale...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko jest bardzo ufne i oddane rodzicom, myślę, że teraz jest najodpowiedniejszy czas, aby pokazywać córkom piękno w każdym człowieku, podkreślać mocne strony każdego, zamiast mówić, co należy w sobie zmieniać. Pozdrawiam ❤️

      Usuń
  3. Jak bardzo brakuje takich tekstów i w ogóle świadomości w polskim społeczeństwie na temat ciałopozytywności. Sama bardzo zwracam uwagę na ten aspekt przy wychowaniu córki, ale też odnoszę go do siebie, szczególnie mając problemy hormonalne i nadmiar włosów na ciele i twarzy. Edukujmy siebie nawzajem, dzięki temu mamy szansę na zmiany:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ruch body positive ma właśnie pomagać akceptować nam ciało takie jakie jest. Wkurza mnie strasznie gdy porównywany on jest do promowania otyłości...Wtedy sobie myślę ( przepraszam za wulgaryzmy ) "kuuuu*wa...ale o promowaniu anoreksji to nie wspomną? Co nie jednokrotnie też się widzi zdjęcia z kośćmi na wierzchu i podpis BODYPOSITIVE. To tylko otyłość jest najgorszą chorobą?". I mam wtedy ochotę napisać pod takim artykułem, gdzie mówią o promowaniu otyłości przez ruch body positive, że może i to jest choroba, ale podobna do anoreksji, bulimii i zaburzeń odżywiania, ale lepiej akceptować i walczyć, niż użalać się i dołować jeszcze bardziej czy co najgorsze: by ludzie mówili, byś nie słuchała bzdur i dążyła do odpowiedniej sylwetki. To chore jak społeczeństwo ma na nas ogromny wpływ. Zapomniano już, że kiedyś kobiety o krągłościach były szanowane i uznawane za ikonę seksapilu? Że wtedy ich tzw. otyłość była czymś bardzo pociągającym i miała pewien rodzaj sztuki? Jasne, że się nie pamięta. Przy otyłości nawet anoreksja czy bulimia spada na drugi plan...To jest smutne. Najbardziej propagują brak wielkiej tuszy, byle szczupłość była. Wszędzie SZCZUPŁOŚĆ. I nawet gadanie o tym, by otwierać się na inne sylwetki - nic nie daje. Najsmutniejsze w tym wszystkim są ludzie, którzy nie rozumieją tego ruchu i potrafią krytykować oraz obrażać osoby, które ten ruch wyznają będąc np. z lekką nadwagą czy mając parę boczków tu czy tam.
    Gdy byłam młodsza - rówieśnicy za moje 2 kg nadwagi, potrafili mi zgotować piekło. Raz omal nie spadłam ze schodów bo jakiś typek mnie chciał zepchnąć. Zapytałam wkurzona o powód to uznał, że "grubi nie powinni żyć. Tylko psują wszystko i brakuje przez grubasów miejsca na świecie". Brak reakcji nauczycieli. Nie widzieli powodów by interweniować. A higienistki słowa bym lepiej przestała jeść tyle, to już w ogóle mnie dobijały jeszcze bardziej. Bo jadłam normalnie, ruszałam się, 4x w tygodniu pływałam. A i tak nadal mówili wszyscy na mnie "wieloryb" czy potrafili nazwać 4 drzwiową szafą...
    Brawo, że podjęłaś tak trudny i zarazem piękny temat. Sama u siebie na blogu napisałam o BodyPositive gdyż odczuwałam taką ogromną potrzebę objaśnienia innym, czym to tak naprawdę jest, że to nie jest promowanie otyłości a akceptacji do swej osoby. Mój Ukochany na szczęście rozumie dlaczego tak myślę, dlaczego nie mogę chudnąć na zawołanie i kocha mnie za to jaka jestem od środka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Instagram