Polecany post

Byłam ofiarą przemocy- moja historia



Miałam dwanaście lat, a każdego ranka, wstając do szkoły, przez moją głowę przepływało tysiące przerażających wyobrażeń o nadchodzącym dniu. Bałam się otworzyć oczy, a gdy już to zrobiłam, zdawałam sobie sprawę z tego, że dostałam kolejną szansę. Obudziłam się. Skoro się obudziłam, na pewno jest to znak, że jestem wystarczająco silna, by podołać wszystkim, którzy rzucają mi kłody pod nogi. Po moim policzku spływała łza, zastanawiałam się, czy jestem na to gotowa. Opracowywałam w głowie swój plan na dzień, gdzie będę się chować i dopiero wtedy byłam w stanie wstać z łóżka.

Dwunastolatka. Dwunastoletnia dziewczynka. Dziecko, które zamiast cieszyć się świecącym słońcem, spadającym śniegiem czy spotkaniem z koleżankami, dostawało ataków paniki na samą myśl o szkole. Idąc do niej, rozglądałam się nerwowo, żeby tylko nie spotkać nieodpowiednich osób. Nie chcę nawet wiedzieć, co mogłoby się stać, gdybym spotkała przed szkołą grupkę szóstoklasistów, czekających aż przyjdę. Zazwyczaj wszystko wyglądało tak samo, a wyzwiska w moją stronę stały się taką rutyną, jak mycie zębów każdego poranka. Jednak zacznijmy od początku.

We wrześniu 2012 roku odkryłam swoją, jak się potem okazało, największą pasję. Założyłam bloga. Jak na jedenastolatkę pisałam naprawdę bardzo dobre teksty, a przede wszystkim, wkładałam w to całe swoje serce. Chciałam być coraz lepsza, doskonalić swoje umiejętności w pisaniu. O moim blogu wiedziała rodzina, z czasem dowiedziały się koleżanki z klasy, aż w końcu byłam znana w całej szkole. Najpierw pojawiły się głupie przyśmiewki typu: "ej, [moje nazwisko], dasz autograf?". Starałam się to ignorować, z resztą, tak radzili mi wszyscy dookoła. Jednak po pewnym czasie to wszystko zaszło za daleko. Zaczęłam być wyśmiewana nie tylko ze względu na bloga, ale też mój styl, czy muzykę, którą uwielbiałam (i wciąż uwielbiam), czyli reggae. Osobami, które mnie najbardziej wyśmiewały byli szóstoklasiści oraz osoby z równoległych klas. Moja klasa zawsze stawała w mojej obronie.

Najgorzej było, gdy przychodziłam do szkoły i okazywało się, że nie ma mojej najbliższej koleżanki, przy której zawsze się czułam bezpiecznie. Wtedy byłam pozostawiona sama sobie. Postanowiłam zwierzyć się mojej wychowawczyni z całego problemu. Opowiedziałam jej, jak jestem traktowana w szkole, przez które osoby, powiedziałam, że jest mi ciężko i każdego dnia bardzo boję się przychodzić do szkoły. Usłyszałam, że muszę nauczyć się odpowiadać na wyśmiewanie oraz że wszyscy tak się zachowują, bo mi zazdroszczą. Wyszłam z klasy z płaczem, zastanawiając się, czy za chwilę znowu ktoś mnie nie znajdzie. Zazwyczaj chowałam się w toalecie, ale tam też nie byłam bezpieczna. Jedyne, co wyszło z rozmowy z wychowawczynią, to był sposób na uniknięcie spotkania z tymi osobami po lekcjach- dostałam pozwolenie na wychodzenie ze szkoły pięć minut wcześniej. Od początku pomysł wydał mi się głupi, oczekiwałam pomocy w rozwiązaniu problemu, a nie uciekaniu od niego. Chciałam usłyszeć "przepraszam". Chciałam, żeby ktoś mnie przytulił. Byłam sama. 

Ostatecznie pomysł wychowawczyni nie wyszedł, ponieważ panie woźne były wyjątkowo niesympatyczne i czekały do dzwonka z otwarciem drzwi od szatni. Wchodząc do góry po schodach prowadzących do wyjścia, psychicznie przygotowywałam się na najgorszy moment. Już z daleka widziałam grupkę śmiejących się ze mnie osób. Najbardziej bałam się tego, że nie pozwolą mi wyjść ze szkoły, będą tam stać, popychać mnie. Bałam się, że pewnego razu zepchną mnie ze schodów, które były za mną. Jednak najczęściej pojawiał się ktoś z mojej klasy i szczęśliwie trafiałam do domu. 

Za czasów bardzo popularnego portalu do zadawania pytań i odpowiadania na nie, dostawałam mnóstwo anonimów. Na wyśmiewanie mnie w internecie zawsze potrafiłam jakoś odpowiedzieć, potrafiłam się obronić, a jeśli nie, to wspierała mnie przyjaciółka. Gdy poszłam do szóstej klasy, myślałam, że mój problem zniknie, lub przynajmniej się zmniejszy. Nic bardziej mylnego. Starsze osoby, które już poszły do gimnazjum, groziły mi, że mnie zabiją, jeśli nie pójdę do tej samej szkoły. Oczywiście wszystko brzmiało dużo wulgarniej. Była to moja szkoła rejonowa. Wiedziałam, że poszła tam większość osób, które mnie tak bardzo nie lubią. Na wspomnianym już portalu dostawałam na bieżąco anonimy, że "oni jeszcze ze mną nie skończyli" oraz że cała szkoła się ze mnie śmieje. Gdyby tego było mało, wciąż byłam bardzo wyśmiewana w mojej podstawówce. Nauczyciele nic nie zauważali, a ja straciłam wiarę w to, że ktoś mi pomoże. Wielokrotnie pani psycholog zapraszała mnie do siebie na rozmowę, jednak kończyło się na tym, że jestem za słaba i nie mogę im pokazywać swojej słabości. Muszę być silna. Muszę się im postawić. Nie mogę się poddawać!

Dziś wiem, że nie muszę być zawsze silna. Mam prawo prosić o pomoc. Mam prawo czuć się słaba. Mam prawo się bać. 

Wpadłam w wir nauki i przez całą szóstą klasę nie liczyło się dla mnie nic innego niż tylko pasek na świadectwie. Zawsze uczyłam się... przeciętnie. Ze średniej 4.0 na pierwszy semestr, co było moją typową średnią, poprawiłam niemal każdą ocenę i na koniec roku niewiele zabrakło mi do czerwonego paska- miałam średnią 4.73, co do tej pory jest moim rekordem. Egzamin szóstoklasisty napisałam pod wpływem silnego stresu i zarazem lęku przed przyszłością. Widziałam w głowie swoje życie, jeśli nie dostanę się do żadnej innej szkoły, niż moja rejonówka. Przepłakałam cały dzień po napisaniu egzaminu. Miałam wrażenie, że mogłam go napisać dużo lepiej. 

W wakacje między szóstą klasą a gimnazjum pojechałam z rodzicami nad morze do Rewy. Przez cały wyjazd nie potrafiłam się wyluzować, cieszyć czasem z rodziną, ponieważ wiedziałam, że na dniach mają przyjść wyniki rekrutacji. Codziennie płakałam, zastanawiałam się, co ze sobą zrobię, jeśli okaże się, że najbliższe trzy lata spędzę w swojej szkole rejonowej. Okazało się jednak, że dostałam się do dużo lepszej szkoły. Byłam bardzo szczęśliwa, ale zarazem zmęczona tym, co przeżyłam w podstawówce. Jak się okazało, w tej szkole wieść o moim blogu rozniosła się bardzo szybko i mój koszmar zaczął się powtarzać. Było o wiele łagodniej i dostawałam więcej wsparcia od wychowawczyni, lecz bardzo zamknęłam się w sobie i przez całą pierwszą klasę nie nawiązałam żadnej znajomości. Zaczęłam bać się ludzi, szkoły. Ledwo zdałam. Zmieniłam szkołę.

Drugą i trzecią klasę gimnazjum spędziłam w innej szkole, dużo bliżej mojego miejsca zamieszkania. Byłam bardzo cicha i nie rozmawiałam z nikim. Pomimo tego, że mój problem niemal całkowicie zanikł, przestałam chodzić do szkoły. Przez swoją frekwencję niewiele brakowało do tego, żebym nie zdała, a gdyby nie projekty na zaliczenie paru przedmiotów na koniec roku pisane przez moją mamę, pewnie do tej pory nie trafiłabym do liceum. Wiele razy rozmawiałam z moją wychowawczynią, jednak nie okazywała mi ona wsparcia. Pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy opowiedziała mi o swojej córce w moim wieku. Powiedziała wtedy, że bardzo współczuje mojej mamie, że ma taką córkę jak ja, bo ona sobie nie wyobraża, żeby jej dziecko tak olewało obowiązek szkolny.

Czułam się winna za wszystko, co mnie spotkało. Bałam się wchodzić w jakiekolwiek relacje. Bałam się rozmawiać z ludźmi. Bałam się ludzi. W tamtym czasie wszystko mnie uświadamiało, że to moja wina. Już nigdy moje życie nie wróci do normy. 


To koniec mojej historii, a może jej początek?


Tak naprawdę wsparcie otrzymałam dopiero po tym, gdy poszłam do liceum. Już w pierwszym miesiącu pani psycholog zauważyła, że coś jest nie tak i wysłała mnie do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Tam dostałam skierowanie do psychiatry na cito, a psychiatra skierowała mnie na terapię i przepisała leki, ponieważ zdiagnozowała u mnie depresję. 

Do tej pory chodzę na terapię, jednak nie chodzę do szkoły. Od dostania diagnozy uczę się indywidualnie w domu. Stresuje mnie myśl o pójściu do szkoły, chociaż już coraz bliżej mi to tego, żeby się przemóc i do niej pójść. Bardzo bym chciała chodzić do szkoły, mieć kontakt ze znajomymi, chodzić na imprezy, ale sama myśl o wejściu do tego budynku powoduje u mnie płacz.


Ps. 16 stycznia kończę nauczanie indywidualne. Mam zamiar wziąć się w garść i pokazać fobii, że jestem silniejsza, niż by się wszystkim wydawało.


Julia


Komentarze

  1. Jesteś wspaniałą i silną kobietą! Będę trzymać za ciebie kciuki! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś silna i dasz radę! Może kiedyś ktoś śmiał się z Twojego bloga, ale ja uważam, że robisz coś niesamowitego! Wierzę, że dasz radę. ! Cieszę się, że postanowilas o tym napisać! . Serdecznie zaprasam Cię na mojego bloga : http://anoreksjaoczamistudentki.blogspot.com . Opisuje tam swoją historię zwiazaną z zaburzeniami odzywiania oraz wplatam tez różne medyczne fakty o skutkach niedozywienia lub wymiotów

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana Julko,
    bardzo mi przykro, że spotkało Cię takie nieszczęście. Na początku swojej drogi, kiedy młody człowiek potrzebuje wsparcia i akceptacji rówieśników, Ty napotkałaś mur wyśmiewania i odrzucenia z ich strony. Przykro mi, że nikt nie potrafił Ci pomóc. Twoja przeszłość nie należy do łatwych, ale myślę, że jesteś bardzo silna, skoro tyle już przeszłaś, a wciąż się nie poddajesz! Proszenie o pomoc nie jest słabością. Słabością jest upadać i już się nie podnieść.
    Z całego serca życzę Ci powodzenia w powrocie do szkoły! Będę trzymać za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, niestety ludzie są różni.. Zastanawiam się, jak wymienione przez Ciebie osoby mogą być nauczycielami. Możesz wszystko, bo jesteś silną osobą. Bardzo dużo przezyłaś, ale dałaś radę! `co nas nie zabije, to nas wzmocni` jest tak?

    OdpowiedzUsuń
  5. 3mam mocno za ciebie kciuki nie poddawaj się :*


    Witaj kochana w nowym roku, mam nadzieje że okaże się dla Ciebie jeszcze lepszy niż uprzedni :*
    Nowy post -> WWW.KARYN.PL

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki za Ciebie, że dasz sobię rade . Pamietaj, że mało jest osób tak wrażliwych jak Ty czy ja ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciężka historia, ale wierze że dasz rade:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Instagram