Polecany post

Chcę być zdrowa, ale... boję się

Minął rok od pierwszego spotkania z Mią, zanim zdecydowałam się powiedzieć swojemu psychiatrze o problemie i niezdrowej relacji z jedzeniem. Dlaczego?



Tak jak niemal każda z nas, żyłam w złudzeniu dotyczącym postrzegania piękna wyłącznie w chudości i sama do tego chciałam doprowadzić. Budziłam się z zamiarem niezjedzenia ani listka sałaty, a zasypiałam z wyrzutami sumienia po kolejnym napadzie, z bolącym od nadmiaru jedzenia brzuchem, pogryzioną ręką i biegunką po przedawkowaniu środków przeczyszczających. Mój wewnętrzny perfekcjonizm zmuszał mnie do bycia perfekcyjną także z wyglądu, chciałam być idealna za wszelką cenę, choćby to miało nieść ze sobą poważne konsekwencje zdrowotne. Tak naprawdę, za tym wszystkim kryło się jeszcze więcej emocji i chęci urodzenia się na nowo, w nowym, chudym ciele. Nie chciałam chorować. Nie chciałam mieć zaburzeń odżywiania. Nie chciałam przez to wszystko przechodzić. Ja po prostu chciałam być chuda, a presja była tak ogromna, że przez nią niemal każdego dnia kończyłam z jedną ręką w lodówce, a drugą w kiblu. 

Nie chciałam myśleć o swojej przyszłości ani wyobrażać sobie swojego ciała bez choroby. Bolało mnie to, że być może, gdy będę zdrowa, nie będę już chciała być chuda, a przecież to powinno być dla mnie priorytetem. Cicho wołałam o pomoc, ale na tyle cicho, żeby przypadkiem nikt mnie nie usłyszał. Nazywałam to wtedy walką, a tak naprawdę pogrążałam się w chorobie i powoli znikałam. Zaczęły się poważne konsekwencje zdrowotne. Rok po pierwszym napadzie trafiłam na SOR z bolącą wątrobą i problemami z ciśnieniem krwi oraz biciem serca. Biło mi o tyle nierówno, że byłam w stanie wyczuć u siebie samej arytmię. Ból był niesamowity, zanim doczłapałam się do karetki, kilka razy straciłam oddech. W szpitalu zostałam tydzień, każdego dnia wychodziły nowe fakty, a ja nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to wszystko wyrządziła mi Mia. Nie przyznawałam się do zaburzeń odżywiania, w końcu, wtedy jeszcze oficjalnej diagnozy nie miałam. Pani doktor także niczego nie podejrzewała, mimo że codziennie podczas obchodu zaglądała mi do gardła, a także miała dostęp do moich wszystkich wyników badań, w których można było zauważyć pewną zależność. Był to tydzień na przełomie maja i czerwca, a ja trzęsłam się z zimna i udało mi się wmówić lekarce, że czerwone gardło mam od przeziębienia. Zauważyła u mnie powiększone ślinianki, co jest bardzo typowe u bulimiczek i anorektyczek. Z jednego z badań wyszłam z informacją o zawartości wody w worku osierdziowym, co także jest wytłumaczalne- woda odkłada nam się wszędzie. Podwyższone enzymy wątrobowe musiała wytłumaczyć mi moja pani psychiatra, także ma to związek z bulimią. Za to moja odporność była o tyle niska, dzięki Mii, że łapałam każde świństwo wiszące w powietrzu i ze szpitala wyszłam z kilkoma diagnozami.


Po wyjściu ze szpitala, gdy weszłam do swojego pokoju, spojrzałam w lustro. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia. Było zmęczone i cierpiące. Włosy, mimo że umyte, uczesane i wystylizowane, wyglądały jak siedem nieszczęść, gdy tylko przeczesałam je ręką, miałam między palcami kłębek suchych włosów. Pod oczami worki, jakich nigdy nie widziałam, a na około sińce koloru fioletowo-szarego. Wtedy sama zauważyłam u siebie powiększone ślinianki. A na ciele wyglądałam, jakby było mnie jakoś więcej. Zważyłam się. Plus siedem i pół kilo. Jak się potem okazało, samej wody, ponieważ waga spadła mi po dwóch-trzech dniach bez kroplówki. Woda naprawdę odkładała mi się wszędzie...

Następnego dnia moi rodzice z siostrą wyjechali na kilka dni. Zostałam w domu z chłopakiem, który musiał w ciągu dnia zostawiać mnie na kilka godzin, bo pracował. Gdy zostawałam sama w domu, był to idealny czas, aby urządzić sobie ucztę i bez obawy, że ktoś zauważy, albo usłyszy, pozbyć się następnie zjedzonego jedzenia. Jedna z sytuacji, która miała wtedy miejsce, skończyła się w szpitalu psychiatrycznym. Przedawkowałam środki przeczyszczające. Druga za to była przed wizytą u psychologa, gdy podczas napadu zjadłam tyle śmieciowego jedzenia, że w połączeniu z późniejszymi wymiotami przeplatanymi intensywnymi ćwiczeniami i połykaniem kolejnych garści tabletek przeczyszczających czułam, że zbliża się mój koniec. Nigdy nie czułam się gorzej, ale do psychologa musiałam iść. Pomyślałam, że to będzie dobra okazja, aby powiedzieć komuś na głos, że potrzebuję pomocy. Przed rozmową z psychologiem trafiłam w ręce pielęgniarek, które na zmianę mierzyły mi ciśnienie i ze zdziwieniem patrzyły na mnie, w jaki sposób ja jeszcze oddycham. Wtedy powiedziałam DOŚĆ i rozpoczęłam prawdziwą walkę, którą toczę do dziś.

Bałam się bycia zdrową, ale jeszcze bardziej bałam się tego, że nigdy nie zdążę wyzdrowieć, że osiągnę lub nie osiągnę swojego celu, ale gdybym osiągnęła, to nie cieszyłabym się nim długo. Bałam się po prostu, że nie przeżyję. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak poważną chorobą jest bulimia, a także jak często występuje- aż 4 na 5 osób z  anoreksją lub bulimią zmaga się właśnie z bulimią. Skoro bulimia występuje aż czterokrotnie częściej, czemu jest owiana tabu jeszcze bardziej niż anoreksja? Postanowiłam wyjść z ukrycia i mówić otwarcie o tym, co się dzieje w głowie i w ciele bulimiczki. Pewnego razu trafiłam na kolejny post na facebookowej grupie wsparcia o śmierci młodej dziewczyny. Chorowała na bulimię dwa lata. Prawie tyle, co ja teraz. Pojawił się także wywiad z bulimiczką na popularnym kanale na YouTube, w którym wspomniała o śmierci jednej z koleżanek. W mojej głowie nastąpił przełom i stwierdziłam, że od teraz najważniejsze jest dla mnie moje zdrowie, a dopiero później waga. 

Do pełni zdrowia jeszcze trochę mi brakuje, ale jestem pewna tego, że tak naprawdę ja chciałam być zdrowa od samego początku. To, jak się potoczyła moja droga, będzie dla mnie motywacją do dalszej walki, bo skoro przeżyłam najgorsze chwile w chorobie, tyle upadków, pobytów w szpitalach, także psychiatrycznych, tyle płaczu, skrajnych emocji, kłótni, wyrzutów sumienia, nienawiści do samej siebie, czemu miałabym się poddać jednej natrętnej myśli, jednego słowa wypowiedzianego przez Mię?

Komentarze

  1. Zatem trzymam kciuki!:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Idz i rób tak dalej! Jesteś niesamowita <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie jest czytać takie komentarze ❤ dziękuję

      Usuń
  3. super jesteś,świetny blog ! muszę wpadać częściej , ja dopiero zaczynam jeśli masz ochote to wpadnij będzie mi bardzo miło:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow naprawdę świetny post, będe wpadać tu częściej:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Instagram