Polecany post

Dzień z życia bulimiczki

Gdy wstałam dziś rano, zegarek pokazał godzinę dziewiątą. Zawsze budzę się o tej porze, lecz ile bym nie spała, i tak jestem zmęczona i brakuje mi sił na proste, codzienne czynności, nawet takie, jak umycie zębów i uczesanie włosów. Czasem z tego rezygnuję i cały dzień leżę pod kołdrą i słucham muzyki. Nie wiem, czy to z braku sił, czy może z lęku przed tym, co zobaczę w lustrze. Jest za to jedna rzecz, którą robię codziennie- ważę się. Idę do łazienki, staję na wagę, po paru sekundach patrzę na wynik i do końca dnia chodzę przygnębiona. Czasem, gdy waga pokaże za dużo, planuję głodówki, ale rzadko dochodzą do skutku. Moje napady psują mi plany. Tego dnia po porannej rutynie zważenia się, wzięłam leki i poszłam do kuchni.



Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie tuż po otwarciu oczu, to było śniadanie. Zastanawiałam się, na co mam największą ochotę i czy mam odpowiednie produkty w domu. Od momentu wstania z łóżka, aż do zaśnięcia późnym wieczorem, myśl o jedzeniu będzie prawdopodobnie główną myślą w mojej głowie. Staram się jeść racjonalnie, ale nie potrafię. Nie potrafię przestać myśleć o jedzeniu. Szczególnie wysokokalorycznym. Słodycze, fast foody. Zawsze podczas robienia śniadania zaglądam do szafki ze słodyczami. Kiedyś było tam parę opakowań ciastek i jakaś czekolada. Już dawno musiałam oczyścić tę szafkę i obecnie są w niej tylko herbaty, ale i tak tam zaglądam. Na śniadanie jem każdego dnia coś innego. Uwielbiam omlety z dżemem i owocami, czasem stawiam na nasiona chia na mleku lub zwykłe musli, owsiankę z owocami lub orzechami, gdy nie mam siły się długo zastanawiać nad wyborem śniadania, jem zwykłe kanapki. Tego dnia tak właśnie było. Moja mama, odkąd zaszła w ciążę, ma ogromną ochotę na wszelkiego rodzaju ciasta i niemalże każdego dnia piecze kolejne ciasto. Gdy weszłam do kuchni, od razu rzuciło mi się w oczy wczorajsze, truskawkowe. Nie chciałam zbyt długo przygotowywać śniadania, bo wiedziałam, że zaraz rzucę się na to ciasto i skończy się tak, jak zawsze. Ogromne wyrzuty sumienia towarzyszą mi po każdym takim napadzie.

Posiłki zazwyczaj jem bardzo wolno. Zjedzenie śniadania zajęło mi prawie czterdzieści minut i pomimo że była to normalna porcja, od razu poczułam głód. Zawsze w takich sytuacjach staram się ze sobą rozmawiać: "Julia. Na litość boską. Ile można żreć?! Dopiero zjadłaś śniadanie, odczekaj przynajmniej trzy godziny.". Postanowiłam poszukać sobie jakiegoś zajęcia. Niestety bezskutecznie, myśl o jedzeniu nie przeszła. Nie powstrzymywała mnie nawet myśl, że jestem na diecie i chcę schudnąć. Ostatecznie nie wytrzymałam. Walczyłam z tym, ale zabrakło mi sił. Po napadach zawsze występują u mnie wyrzuty sumienia i ogromne poczucie winy. Tym razem nie było inaczej. Najbardziej przykre jest dla mnie to, gdy ludzie mówią, że bulimiczki i anorektyczki chorują z własnego wyboru. Niestety, każdy, kto tak myśli, bardzo się myli. Marzę o tym, żeby wyjść z choroby. Po napadach czuję się fatalnie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jestem bardzo osłabiona i wszystko mnie boli.

Po napadach najczęściej nie jem nic do końca dnia. Kładę się spać z myślą, że znowu poległam. Znowu się na sobie zawiodłam. Jestem beznadziejna.

Powyższy opis dnia to tylko skrawek prawdziwego życia bulimiczki. Każdy dzień to walka z samą sobą oraz swoimi słabościami i wyrzutami sumienia. Jest on oparty na moich doświadczeniach.

Nie oceniaj. Spróbuj zrozumieć.



Instagram: @louder_than_mia

Komentarze

  1. wymiotujesz? jak dlugo juz chorujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zaczęło się w maju 2017, natomiast diagnozę usłyszałam dopiero w tym roku.

      Usuń
    2. To tak jak u mnie z anoreksją, początek maj 2017 - zaraz po wielkiej awanturze z mamą a diagnoza 2 miesiące temu po wyjściu z szpitala

      Usuń
  2. Nie poddawaj się, życzę Ci, żebyś wyszła z tej choroby; nie jesteś beznadziejna, tylko cudowna, bo walczysz <3

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawdziwa walka z nie byle jakim przeciwnikiem, bo z samą sobą. Życzę wytrwałości i...powodzenia! Wpis czytałam z zainteresowaniem.
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam Twoje wpisy ze łzami w oczach, zdiagnozowana miesiąc temu, męczę się 3 lata. Ale może damy radę...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Instagram